Treść strony Rodzina Braci Golec
Rodzina Braci Golec
Góralskie serce, łódzkie korzenie.
Kiedy myślimy o zespole Golec uOrkiestra, przed oczami mamy malownicze Beskidy, góralską energię i podhalański folklor. Jak to się jednak stało, że klucz do rodzinnej historii braci Łukasza i Pawła kryje się w zgoła odmiennym krajobrazie. Choć muzycy wspomnieli o łódzkich korzeniach swoich przodków w programie telewizyjnym 10 maja 2026 roku, mało kto wie, jak filmowe były losy ich dziadka, Jana Golca, i jak mocno splotły się one z terenami dzisiejszej Gminy Stryków.
Z Głowna w szeregi ułanów
Wszystko zaczyna się 25 stycznia 1870 roku w nieistniejącym już dziś Browarze Głowieńskim, zlokalizowanym na cyplu naprzeciwko dzisiejszego Urzędu Miejskiego w Głownie. To właśnie tam na świat przychodzą bliźnięta: Karol i Jan. Karol umiera w tym samym roku, natomiast Jan – dorastający w cieniu carskiego zaboru – staje przed dramatycznym wyborem. Jako młodemu kawalerowi grozi mu przymusowy pobór do rosyjskiego wojska, gdzie służba mogła trwać nawet 25 lat.
Jan wybiera ucieczkę, rusza na południe i dociera do Milówki, rodzinnej miejscowości swoich rodziców. Jest kowalem potrafiącym leczyć konie. Trafia tam do słynnej, elitarnej jednostki „Czarnych Ułanów”, w której służyli głównie Polacy. W Milówce zakłada rodzinę – z dwóch małżeństw przychodzi na świat łącznie piętnaścioro dzieci, w tym urodzony w 1925 roku Stefan, późniejszy ojciec słynnych muzyków.
Zagadka sprzed stulecia
Aby zrozumieć, dlaczego dziadek słynnych muzyków urodził się w centralnej Polsce, musimy cofnąć się do jego rodziców , czyli Wojciecha i Wiktorii Golców. Pobrali się w Milówce w 1854 roku, a dziesięć lat później, jeszcze w beskidzkiej Żabnicy, przyszedł na świat ich pierworodny syn, Bartłomiej.
Wkrótce po tym rodzina zdecydowała się na nieoczywisty krok, opuszczenie gór i wyprawę w nieznane, w stronę zaboru rosyjskiego. Co skłoniło ich do tej decyzji? Pozostaje to do dziś zagadką. Pewne jest, że w 1867 roku Golcowie mieszkali już na Oślej Górce w Głownie, gdzie Wojciech pracował jako parobek dworski, a na świat przyszła ich córka, Regina. Dopiero trzy lata później, w 1870 roku, życie rodziny związało się z wspomnianym Browarem Głowieńskim, w którym urodzili się bliźniacy: Karol oraz Jan, czyli dziadek artystów.
Bratoszewickie losy i pamięć, która przetrwała w Strykowie
Podczas gdy Jan układał sobie życie na południu, reszta rodziny Golec przeniosła się do sąsiednich Bratoszewic, na teren majątku hrabiego Rzewuskiego. Tam rodzice Jana spędzili resztę swoich dni, pracując w dworskim gospodarstwie.
Choć bracia zostali rozdzieleni przez granice zaborów i setki kilometrów, pamięć o Janie nigdy w Bratoszewicach nie zgasła. Najlepszym tego dowodem jest materialny ślad na tamtejszym cmentarzu parafialnym. Znajduje się tam okazały obelisk upamiętniający zmarłego w 1937 roku Bartłomieja Golca (brata Jana).
Ś.P. Pamięci Bartłomieja Golca 1864 – 1937
Syna Wojciecha i Wiktorii
Brata Reginy i Jana
Ojca Marianny, Wacława, Michaliny, Józefa
„Umieramy a Żyjemy”
Więź braci potwierdzają też wspomnienia pani Janiny Sobińskiej ze Strykowa (prawnuczki Bartłomieja). Z rodzinnych przekazów zapamiętała ona opowieść o tym, jak jej pradziadek Bartłomiej w młodości szedł pieszo przez tydzień „do Galicji”, aby spotkać się w Krakowie ze swoim bratem służącym w wojsku. Wszystko wskazuje na to, że celem tej wędrówki było właśnie spotkanie z Janem.
W Bratoszewicach zapamiętano Bartłomieja jako człowieka wykształconego, który prowadził księgi gospodarcze majątku i rygorystycznie dbał o porządek (często używając wojskowego, rosyjskiego określenia „smirno”). Co ciekawe, o nim i jego synach mówiono w okolicy, że noszą dziwnie uczesane i podwiązane włosy. Dziś wiemy, że prawdopodobnie była to tradycyjna, góralska fryzura. Przetrwała też ciekawostka, że ich pierwotne nazwisko brzmiało Pisarkiewicz, a przydomek „Golec” przyniósł z wojska jeden z przodków, który potrafił sprawnie golić włosy.
Dziś, słuchając przebojów Golec uOrkiestry, mieszkańcy naszej gminy mogą z dumą patrzeć na bratoszewicki obelisk. To dowód na to, że historia zatoczyła koło, a beskidzkie utwory mają w sobie cząstkę historii z naszych stron.
Artykuł powstał w oparciu o materiały źródłowe dziennikarza Jacka Perzyńskiego.





